WSPOMNIENIE o Januszu….
Pogrzeb J.Pawlika 27.06.08 godz. 11:oo
Kościół Marii Mgdaleny na Wawrzyszewie.
Sylwetka Janusza – wspomnienie L.Żukowski …..
Wspomnienie o Januszu Pawliku
Odszedł najaktywniejszy i najbardziej twórczy organizator narciarstwa w Warszawie
Tydzień temu rozdzwoniły się w Warszawie a potem i w Polsce komórki prawie wszystkich dorosłych ludzi związanych z narciarstwem. Na korcie w Warszawie upadł po grze i już się nie podniósł Janusz Pawlik – instruktor i trener narciarstwa pełniący funkcję Prezesa WOZN – Warszawskiego Okręgowego Związku Narciarskiego.
W piątek będziemy Go żegnać.
Odejście bliskiego nam człowieka zawsze boli ale naszła mnie refleksja, że On odszedł w sposób dla siebie najmniej bolesny, bo zasnął tak nagle, że nie zdążył się zmartwić tym ilu spraw, o które walczył jeszcze nie załatwił…
Niewątpliwie odszedł przedwcześnie i zostanie po nim w naszej społeczności narciarskiej wielka wyrwa…
Poznałem Janusza ok.35 lat temu, gdy był szefem wyszkolenia Warszawskiego Klubu Narciarskiego…. Ściągnął mnie (jako byłego lekkoatletę i instruktora narciarstwa) aby poprowadzić grupę szkoleniową ( roczniki 62,63). Już wtedy , wydawało mi się że jest stary bo wyglądał na ok.40 latka. Okazało się, że był o wiele młodszy tylko tak poważnie ze swymi wąsami i fajką wyglądał… Prawie tak samo wyglądał do śmierci…
Mało o Nim wiedzieliśmy…
Z jego ankiety instruktorskiej wiem , że Janusz urodził się w Horyńcu k. Drohobycza w styczniu 1936 roku. Ukończył studia na kierunku trenerskim w AWF we Wrocławiu i 1957 roku został pomocnikiem instruktora PZN. Ale do emerytury pracował w Wojsku Polskim jako oficer odpowiedzialny za organizację sportu w wojsku. Odszedł z WP w stopniu majora… ale jeszcze nim odszedł z wojska cały czas wolny poświęcał na prowadzenie szkoleń narciarskich… Popularyzowanie współzawodnictwa i szkolenie były taką Jego pasją, że podporządkował im wszystko.. Także Rodzinę….Wśród Jego narciarskich wychowanków są tacy, którzy liczą dziś powyżej 70 lat a przecież są i tacy, którzy jeszcze nie są pełnoletni… bo uzyskali właśnie mają uzyskać legitymacje PI PZN po jego kursach w zakończonym właśnie sezonie… Ile to pokoleń?
Dla nikogo kto się z Nim spotkał nie ulegało wątpliwości, że Janusz był człowiekiem nietuzinkowym. Wrodzona odwaga cywilna, miłość do nart i temperament stanowiły mieszankę wobec, której nikt kto się z nim zderzył nie mógł zostać obojętny… Dla swych przekonań i idei gotów był do sprzeciwu wobec bezładu, bezwładu ale także i nadmiernego
( w Jego przekonaniu) ładu na pograniczu warcholstwa więc nie mógł być za to dążenie do zmian lubiany przez tych, dla których priorytetem jest porządek i ład.
Janusz mówił, że “ punktualność i porządek są oznaką miernoty”. Można się z Nim było nie zgadzać bo być może chciał zmieniać lub organizować za dużo i nie dbał o to jak zdobyć na to środki… ale nie można było być obojętnym… Pamiętam swą własną przygodę gdy podczas obozu szkoleniowego WKN w Zakopanem z powodu wiatru przez wiele dni nie chodziła kolejka na Kasprowy Wierch więc ćwiczyliśmy slalomy na pólku AZS głównie podchodząc. Szkolenie finansowane było ze środków rodziców zawodników. Niekorzystanie z kolejki spowodowało duże oszczędności w budżecie szkoleniowym… Na obóz przyjechał szef wyszkolenia Janusz Pawlik i zarządził, za większość oszczędności kupujemy dla klubu pilniki do ostrzenia krawędzi. Po jednym na każdego zawodnika. Ja się sprzeciwiłem ale zakup nastąpił… Po powrocie do Warszawy ktoś z rodziców złożył wniosek o ukaranie Janusza karą dyscyplinarną za wydanie środków przeznaczonych na wyciągi na zakup pilników. Janusz został upomniany przez Zarząd Klubu.. Ot typowy incydent z życia Janusza. Trudno byłoby wymienić wszystkie Janusza “potyczki z władzą”, gdyż Jego charakter predestynował Go do roli “dyrektora kreatywnego” . Pomysłami Janusza możnaby obdzielić setkę normalnych ludzi… a On ponadto za swe pomysły nie otrzymywał innego wynagrodzenia ponad sympatię lub uznanie bliskich ale często był skazany na wdrażanie swych idei więc potrzebował partnerów do urzeczywistniania swych koncepcji… i dlatego dziś nam wszystkim, którzy Mu partnerowaliśmy zrobi się tak pusto bo On zwalniał nas z wymyślania i zmuszał do działania… Nie zakończył swej walki o przywrócenie Warszawie i Mazowszu stoku na Szczęśliwcach ani o utworzenie Oddziału SITN w Warszawie…
Kto nas będzie teraz popychał gdy Go zabrakło? .. Długo nie będzie nikogo, kto będzie takim gejzerem pomysłów, katalizatorem przemian i animatorem naszego narciarskiego współżycia….
Janusz lubił życie i lubił ludzi… Wszystko co czynił dla narciarstwa robił w dobrej intencji…
Nie byłem Jego wychowankiem ale wiem dla jak wielu uczniów był Srogim Narciarskim Ojcem i Przewodnikiem… Na zawsze pozostanie w naszej pamięci jako DŻEJ PI, który wychowując, wzbudzał ferment do nowego, cieszył się z każdych udanych zawodów i wyników swych wychowanków….
Niech ślizga się po białym puchu i patrzy na nas z góry.
Cześć Jego Pamięci!
Ludwik Żukowski
20.06.2008