Wspomnienie śp. Bogdana Klepackiego w dniu Jego ostatniego pożegnania

Wspomnienie śp. Bogdana Klepackiego w dniu Jego ostatniego pożegnania

Dziś na cmentarzu parafialnym w Bielsku-Białej w Straconce pożegnaliśmy IW Bogdana Klepackiego. W imieniu SITN PZN naszego Kolegę żegnał prezes Jacek Żaba:

Jeden z najbardziej lubianych, sympatycznych, towarzyskich i zawsze uśmiechniętych Instruktorów Wykładowców PZN. Często powtarzał, że planowanie nie ma sensu, że to stracony czas, że trzeba korzystać z życia tu i teraz, bo nie wiemy, co będzie nam dane jutro. Ostatnie tygodnie przyniosły potwierdzenie tej tezy – jeszcze pod koniec lutego jeździł na nartach, cieszył się rodziną i tym wszystkim co za życia kochał. Nikt z nas wtedy nie przypuszczał, że miesiąc później będziemy mówić o Bogdanie w czasie przeszłym.

Urodzony w Tarnowie w 1947 roku, tam też spędził lata młodzieńcze, gdzie uczęszczał do szkoły podstawowej, a następnie do technikum chemicznego w Tarnowie-Mościcach. Na studia powędrował do Gliwic, na Wydział Automatyki Politechniki Śląskiej.

Zawsze aktywny, z pomysłami i realizowanymi pasjami. Od dzieciństwa kochał turystykę górską, narciarstwo, żeglarstwo. Już na studiach wypływał w morskie rejsy i zdobywał kolejne stopnie żeglarskie, aż po Kapitana Jachtowego. Równolegle zimą fascynował się narciarstwem. Był współzałożycielem Akademickiego Klubu Narciarskiego w Gliwicach. Wśród zachowanych starych fotografii widziałem ostatnio zdjęcie ze Skrzycznego sprzed około 50 lat. Mój ojciec Tadeusz trzyma w tej utrwalonej scenie kartkę i długopis, czyli podstawowy wówczas zestaw egzaminatora. Wokół stoją kandydaci na przyszłych instruktorów, a wśród nich młody Boguś Klepacki. Jak udowodnił w następnych dziesięcioleciach, zdawał tamten egzamin nie dla odznaki instruktorskiej, nie dla kolejnego papierka. Pociągało Go szkolenie innych osób – swoje powołanie realizował w szkołach narciarskich, kształcąc mnóstwo młodych narciarzy na obozach w Beskidach, Tatrach i Alpach. Z czasem zdobył nasz najwyższy „generalski” stopień Instruktora Wykładowcy PZN.

Zawodowo pracował najpierw na Politechnice Śląskiej, później w specjalistycznych firmach, gdzie zajmował się sterowaniami automatycznymi, robotyką. Po czasie jednak życiowe pasje okazały się silniejsze – zrezygnował z pracy na etacie, bo jak mówił, brakowało mu czasu na narty, żagle i podróże. Zajął się więc ubezpieczeniami. Mogąc sobie zorganizować więcej wolnych dni, podróżował po świecie, odwiedzając najdalsze zakątki naszego globu – od USA po Indie i Nepal, od Argentyny i Chile po Zimbabwe. Z podróży przywoził piękne zdjęcia, bo fotografia była Jego kolejną pasją.

Ja osobiście zapamiętałem bardzo miły gest Bogdana skierowany do mnie ponad ćwierć wieku temu. Był to jesienny dzień 1994 roku, kiedy to przed szacownym gronem Instruktorów Wykładowców broniłem pracę asystencką. Pomimo zakończonej pomyślnie obrony, młodzieńcza niepewność i onieśmielenie nie chciały mnie nadal opuścić. Tyle sław i narciarskich profesorów było wokół mnie, tyle znanych postaci życia narciarskiego i społecznego naszego kraju. I wtedy właśnie podszedł do mnie Bogdan i powiedział z uśmiechem, że było mu bardzo miło posłuchać przedstawionych przeze mnie wspomnień z dawnych lat i że wita mnie w gronie „generalicji”. Taki prosty, aczkolwiek bardzo ciepły gest, świadczący o wysokiej kulturze Bogdana i Jego wyczuciu sytuacji. Mój nowy, nieco starszy Kolega wlał we mnie otuchę i dodał troszkę pewności siebie. Wspominając kogoś, kto od nas odchodzi, nie zastanawiamy się w osobistych przemyśleniach nad jego karierą, czy zdobytymi laurami, ale bardziej pamiętamy przyjacielskie, aczkolwiek pozornie niewiele znaczące gesty i czyny. One świadczą o prawdziwym obliczu człowieka.

Bogdanie, dziś żegna Cię rodzina najbliższa i ta nieco dalsza. Wszystkich Was łączyło zamiłowanie do nart. Podążaliście czasami śladami swoich przodków po Czarnohorze – górach naszych przedwojennych Kresów Wschodnich. Jeździliście w Alpy, Tatry i oczywiście w nasze ukochane Beskidy. Twoje córki Ania i Małgosia poszły po latach w Twoje ślady i też zdobyły najwyższy tytuł Instruktora Wykładowcy PZN. Podobne osiągnięcie ma też syn Twojego kuzyna, Tomek Stobiecki. Chociażby te fakty świadczą o narciarskości Twojej rodziny.

Gdy startowałeś w zawodach, najbliżsi kibicowali Ci, abyś jak najszybciej przejechał linię mety. W marcu 2021 roku stanąłeś do ostatnich zmagań. Ale tym razem wszyscy chcieliśmy, abyś na razie nie dojeżdżał do linii mety swojego życia. Jeszcze tyle wypraw było przed Tobą, jeszcze tyle zjazdów po śniegu. Swoją miłością otaczała Cię zawsze, a szczególnie w tych dniach żona Krystyna, córki Ania i Gosia, zięciowie Adam i Krzysztof, wnuki Staś, Zosia i Krysia, brat Ryszard (znany w Bielsku lekarz okulista) wraz z synem Maciejem, również okulistą, siostra Elżbieta – geodetka, brat Stanisław – architekt zamieszkały w Anglii, dziesięcioro bratanic i bratanków. Wśród tej najbliższej rodziny otaczającej Cię najgorętszymi uczuciami byli też ci, z którymi często chodziłeś na wyprawy skiturowe – kuzyn Stanisław Stobiecki z synami Piotrem i Tomkiem, oraz syn kuzynki Teresy, Wojtek Śliwiński. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich z imienia i nazwiska, bo przecież wśród zaniepokojonych stanem Twojego zdrowia, a dziś Cię żegnających, byli koledzy i koleżanki Instruktorzy PZN.

Niestety, Bogdanie, przejechałeś linię mety swoich ostatnich zmagań, linię mety swojego życia. Mówiłeś, że planowanie to stracony czas, że trzeba korzystać z życia tu i teraz. Ty swoje ziemskie życie wykorzystałeś w pięknym stylu. Spoczywaj w pokoju!

Share this post